Strona główna
Godziny pracy
Rolki
Archiwalne Menu
Linki
Kontakt





Powrót

@glodny_w_choj ​Miejsce: Bar Mleczny Żarłoczek Nie wiem, ilu z Was miało taką przygodę, że wracało z melanżu z Sopotu i zamiast obudzić się w Gdańsku, budziło się w Wejherowie. Ja nigdy, ale jeśli już obudziliście się w Wejherowie, to koniecznie musicie zajrzeć do baru mlecznego Żarłoczek. Lokal znajduje się dosłownie przy kasie biletowej na stacji Wejherowo-Nanice. Możecie nam wierzyć lub nie, ale jedzenie w tym barze postawi Was na nogi, jakbyście zjedli magiczną fasolkę w Dragon Ballu. ​Lokal jest naprawdę świeżym konceptem, bo działa raptem trzy tygodnie, czyli kolokwialnie mówiąc – raczkuje. Niemniej jednak dania, które są tutaj podawane, mogłyby konkurować z tymi dostępnymi w fancy knajpach. Menu jest dość okrojone i pozycje są codziennie rotowane, ale za to wszystko jest dopieszczone na tip-top. Była niedziela, więc wiadomo, że nie mogło zabraknąć rosołu, ale tym razem z kaczki. Druga opcja padła na pomidorową, czyli zupę, która przeważnie pokazuje się następnego dnia w garze, kiedy zostanie trochę rosołku (żart oczywiście). ​Musimy Wam powiedzieć, że obydwie pozycje naprawdę zacne. Mojemu sercu bardziej „banglała” pomidorowa, która była intensywna i bardzo wyrazista. Nie była to zupa mocno zabielana, jakie przeważnie lądują w mleczakach. Wybór Bartosza to rosół z kaczki, który jest naprawdę rzadko spotykany, tym bardziej w takich miejscach. Zupa tłusta, czuć ten kaczy posmak. Idealnie wjechałaby, gdyby ktoś miał zjazd po zakrapianym wieczorze. ​Przyszła pora na finałowego bossa, czyli gołąbka i kotleta życia i śmierci – tzn. de volaille’a. Powiem Wam, że jadłem wiele „polskich sushi” w swoim życiu i tak samo dużo ich narobiłem, ale chyba nigdy nie jadłem smaczniejszego. Umamiczny smak mięsa sprawia, że nie wiecie, czy macie do czynienia z mitycznym gołąbkiem, którego robił jakiś mistrz patelni, czy trzyma Was jeszcze kac. Bartosz był podobnego zdania i stwierdził, że to tylko świadczy o tym, z jak dobrej jakości mięsem mamy tutaj do czynienia. ​Następnie na belce startowej stawił się dewolaj i myk – poleciał na nasz talerz. Noty za styl po przekrojeniu i wypłynięciu masła (którego nie szczędzą w żadnym daniu) to 20.0. Piękny kształt kotleta, złocista panierka i soczyste mięso sprawiły, że poczułem się jak Indiana Jones, który odnalazł Świętego Graala. Naprawdę ciężko dostać tak dopieszczonego kotleta. Niby prostota, a potrafiła nas zachwycić, jakbyśmy jedli obiad na dworze królewskim. Naprawdę czapki z głów i z ręką na żołądku polecamy Wam tego mleczaka – tym bardziej jeśli ktoś jest takim żarłoczkiem jak nasza dwójka. Pozdro! Lokalizacja 🚩Dawida Judyckiego 14, 84-200 Wejherowo #barmleczny #domoweobiady #jakubabci ♬ Jest jedna rzecz - Instrumental - Peja & Magiera & Slums Attack